English version - Polska wersja - version Espanola: English version  Wersja polska  Version espanola
  • Strona główna
  • Moje podróże
  • Podróż marzeń -
    Siłami Natury
  • Australia podróże,
    wiza studencka itd
  • Warto zwiedzić (zdjęcia)
  • Polecam - książki,
    filmy, sprzęt itd
  • O sobie
  • Świat oczyma Eweliny
  • Kontakt

Polecam podróżnicze

Sprzęt
Elektronika

Sprzęt elektronika

Czy mniej jej jest, tym lepiej. W niektórych przypadkach ułatwia jednak życie.

Latarka. Niezbędna. Ja używam w formie czołówki, gdyż mam wtedy wolne ręce. Używałem firmy Petzl, model TIKKA z czterema diodami LED. Zasilana trzema małymi paluszkami (3x AAA), daje światło o mocy do 50 lumenów, zasięg 35 metrów, czas pracy o tej sile do 55 godzin (140 godzin na słabszej mocy). Waga 83 gramy z bateriami. Nie mają rewelacyjnego zasięgu, ale można bez kłopotu iść z nią w nocy, a większy zasięg oznacza krótszy żywot baterii. Mój obecny model Spot firmy Black Diamond ma lepsze warunki, daje światło o mocy do 90 lumenów, zasięg 70 metrów, czas pracy o tej sile do 50 godzin (250 godzin na słabszej mocy). Waga 90 gram z bateriami. Posiada możliwość wyboru pracy pomiędzy dwoma a trzema diodami, regulacja natężenia światła tak jakby używać pokrętła (Tikka ma wybór tylko mocny albo słaby, oraz migotanie. Istnieją już jednak modele Petzla z dwoma lub trzema diodami), możliwość pracy na podczerwieni, zabezpieczenie przed przypadkowym włączeniem. Na długie trekingi kupiłem czołówkę Petzl e+LITE, która jest dużo słabsza (26 lumenów), ale za to lekka (28 gram), co jest moim priorytetem. Działa na bateriach litowych CR2032 (takich jak w zegarku), których nie problem wziąć zapas. W obozowisku działa bez zarzutów, a nawet podczas nocnego marszu była do zaakceptowania.

gpsGPS. Nie jest niezbędny, ale jeśli potrafimy go obsługiwać, może nam bardzo pomóc. Przede wszystkim w terenie gdzie nie ma map topograficznych (albo są kiepskie), oraz na terenach bez rozpoznawalnych obiektów geograficznych (pustynia, Arktyka). W podróży jadąc publicznymi środkami transportu od miasta do miasta będzie tylko zbędną wagą. Na trekingi polecam firmę Garmin, GPS serii eTrex lub MAP. Z eTrex wybrałbym Vista HCx (€220), ze względu na małe rozmiary, lekkość (156 gram z bateriami) i dobrą żywotność baterii (25 godzin). Ja zdecydowałem się na większy serii GPSMAP, model 60Cx, który swojego czasu był liderem jeśli chodzi o żywotność baterii oraz o rodzaj odbiornika (chip o najlepszym odbiorze sygnału z satelity). Niestety waży 213 gram (z bateriami), jest duży i drogi (€260). Jestem jednak z niego bardzo zadowolony. Przed wyprawą oglądam zdjęcia satelitarne na Google Earth, rysuję sobie na niej trasę którą chcę iść, konwertuję ją i przesyłam do GPS-u. Idąc używam map, a co jakiś czas sprawdzam na GPS swoją pozycję. UWAGA - GPS służy jako dodatek, nie powinniśmy na nim polegać jako na jedynym źródle nawigacji. Poza tym jest na baterie, może nie zadziałać. W terenie bez ludzi, mapa (którą sprejuję wodoodpornym aerozolem) i kompas muszą być w naszym wyposażeniu, GPS nie koniecznie.

Aparat fotograficzny. Tyle rodzajów, że trudno coś polecić. Jestem fanem lustrzanek, bo wysoka jakość optyki daje niepowtarzalne zdjęcia. Cyfrowe aparaty kompaktowe są z roku na rok lepsze, ale aparatów SLR (lustrzanek) nigdy nie dogonią. Zdecydowanie największym minusem lustrzanek jest ich wymiar i waga. Mój Nikon D90 tylko z jednym obiektywem 28-105mm (drugi 70-300mm nie zawsze biorę), dwiema zapasowymi bateriami, ładowarką, torbą, lekkim Nikon D90 na statywie gorilla malutkim statywem gorillapod, waży łącznie 2.1 kg - to baaaardzo dużo! Wciąż jednak uważam, że warto "zapłacić" dodatkową wagę za jakość zdjęć. Na dłuższe wypady zakupiłem jednak manualny kompaktowy aparat Lumix LX5 - włącznie z wszystkimi dodatkowymi akcesoriami waży poniżej 600 gram. Zdjęcia są do zaakceptowania.
Jeśli lubisz kręcić filmy, to proponuję skupić się tylko na jednej czynności - zdjęcia albo video. Zwykle wykonywanie obu czynności przez jedną osobę pozostawia braki w obu dziedzinach - z tego mam zdjęcie, a z tego video, bezsensu. Jeśli jest Was dwóch, podzielcie się rolami.

Poza tym możemy wziąć jeszcze sporo elektronicznych gadżetów. Telefonu komórkowego nie biorę, bo jestem na wakacjach. Laptopa też nie, bo jest zbyt duży i ciężki. Poza tym trochę bez sensu być w egzotycznym miejscu, a my otwieramy komputer i siedzimy przed nim. Nawet w hostelach podróżnicy z komputerami bardzo się ograniczają w kontaktach, gdyż spędzają czas przed monitorem, a nie na rozmowach albo spacerach. Co innego jeśli wyjazd jest częścią Twojej pracy albo potrafisz znaleźć dobry balans. Poza tym każdy osobny gadżet wymaga odpowiedniego zasilania, a zwykle wymaga to innej ładowarki. A to znowu dodatkowa waga.
Biorę jednak swoją muzykę. Zwykle nie ma czasu jej słuchać, ale czasami przy nocnych przejazdach miło sobie posłuchać swoich ulubionych utworów. Odtwarzacze MP3 to teraz kwestia kilkunastu gram. Mój jest bardzo prosty i zasilany przez jedną baterię AAA. Noszę z sobą również zegarek, a poza funkcją podawania godzin, budzi mnie on porannym alarmem.

Jeśli już jesteśmy przy bateriach. Najlepsze w tej chwili na rynku to baterie litowe. Paluszki AA 1.5V są 30% lżejsze od baterii alkalicznych, działają też lepiej w niskich temperaturach. Włożone po raz pierwszy czy dziesiąty pracują o AA bateria litowatej samej mocy, ale kiedy skończy się ich moc, przestają działać prawie od razu. Tradycyjne baterie alkaliczne słabną natomiast stopniowo, bardzo powoli, przez co łatwiej jest kontrolować ich stan. Jedynie zegarkowy styl baterii litowych, CR2032 3V, to najlepsza wydajność, ale działa tylko na małe gadżety o niewielkiej mocy (zegarek, latarka e-lite).
Baterie które można doładowywać są blisko dwukrotnie słabsze od opisanych powyżej odpowiedników. Obecnie najlepsze są niklowe-wodorkowe (Ni-MH), ale wciąż popularne są niklowo-kadmowe (Ni-Cd). Baterie litowe i alkaliczne posłużą nam dwukrotnie dłużej, ale potem musimy je wyrzucić. Baterie z możliwością doładowywania możemy używać po raz kolejny, ale musimy mieć z sobą ładowarkę (z kolei przy tradycyjnych bateriach musimy nosić zapasowe). Mam już malutką plastikową ładowarkę, w którą wchodzą paluszki AA oraz AAA. Rozważam też zakup panela słonecznego. Te w sklepach turystycznych są drogie i ciężkie (około 200 gram), ale szukam potwierdzenia na temat leciutkiego panela (waga 50 gram włącznie z obudową na baterie AA i AAA). Trwałość będzie tu osobnym zmartwieniem. Podzielę się informacją, jak już będę miał doświadczenie.
Ładowanie baterii aparatu to osobna sprawa. Ja noszę dwie litowe i wystarczają mi one na około 2-3 tygodnie. Istnieją już nawet ładowarki fotograficzne na panele słoneczne, ale jak na razie dokupiłbym trzecią zapasową baterię zamiast tego. Chociaż może kiedyś się przekonam.

Wtyczki. Jedziemy do obcego kraju, a tu nasza wtyczka nie pasuje (oczywiście trzeba też sprawdzić napięcie). Można z sobą wozić przejściówki. Jest jednak tańszy i lżejszy sposób. Na miejscu kupujemy końcówkę pasującą do lokalnego gniazdka, z naszego sprzętu obcinamy kabel, wyciągamy dwa druciki znajdujące się w nim, podłączamy je do zakupionej nowej wtyczki (trzeba mieć nóż i śrubokręt, pożyczam zwykle tam gdzie kupuję wtyczkę). Działa.

W sytuacjach gdzie planujemy treking z dala od cywilizacji, rozważenie wzięcia systemu wezwania pomocy nie jest bezpodstawne. Najłatwiejszy byłby telefon satelitarny, ale ten kosztuje majątek, lekki też nie jest. W niektórych rejonach telefon komórkowy może być przydatny, ale często brak zasięgu. Rozwiązaniem może być tzw. EPIRB (emergency position-indicating radio beacon), czyli małe pudełko z którego mogę wysłać sygnał do satelity. 70% świata objęte jest nadzorem wysyłania pomocy pod częstotliwością 406MHz. Nie wiem jedna jak wygląda akcja ratunkowa w innych krajach, szczególnie trzeciego świata, czy w ogóle sygnał nie będzie np. zignorowany? W każdym razie działa to w całej Australii, zarówno na lądzie jak i na otaczających ją morzach, skąd możemy wezwać pomoc w sytuacji zagrożenia życia. Ktoś przyleci w ciągu 24h. W Australii jest to bezpłatne ratowanie życia, ale nie może być nadużywane z błahego powodu (wtedy wystawią ci rachunek za akcję ratunkową). W niektórych krajach na odludnych trekingach wymagane jest posiadanie radia UHF. Gwizdek, lusterko, latarka, raca dymna - to inne sposoby wzywania pomocy.

powrót na początek strony